sobota, 22 października 2016

OPIS POSTACI







  
 SYRIUSZ BLACK

Pierworodny syn Walburgi i Orina Black. Ma młodszego brata Regulusa. Nienawidzi całej swojej rodziny i to z wzajemnością. Jego najlepsi przyjaciele to James Potter, Remus Lupin i Peter Pettigrew. Cała czwórka zyskała miano Huncwotów. Nie cierpi Severusa Snapa. Ma długie, do ramion, włosy i piękne szare oczy oraz arystokratyczne rysy twarzy i bladą karnację.. Jest wysoki i dobrze zbudowany.  Jest uważany za najprzystojniejszego chłopaka w Hogwarcie. Nie ma stałej partnerki, a każdy jego związek trwa nie dłużej niż dwa tygodnie. Jest świetnym przyjacielem. Pyskaty, wygadany, odważny i pewny siebie. Potrafi być naprawdę wredny i okropny dla swoich wrogów. Jest bardzo zdolny, jednak nie lubi się uczyć. Razem z resztą Huncwotów chcą zostać animagami. Jego ksywki to Łapa i Wąchacz.






JAMES POTTER

Jedyny syn Ellen i Charlesa Potter'ów. Jego najlepsi przyjaciele to Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew. Od pierwszej klasy kocha się w Lily Evans, niestety bez wzajemności. Uważany za drugiego, największego przystojniaka Hogwartu Jest jednym z Huncwotów i tak samo jak Łapa nienawidzi Snapa. Ma czarne, wiecznie rozczochrane włosy, orzechowe oczy i nosi okulary. Jest arogancki, pewny siebie i wysportowany. Został szukającym Gryfonów. Także uczy się animagii. Nazywany Rogaczem.








REMUS LUPIN

Jedyny syn Lyalla i Hope Lupin. Jest wilkołakiem. Jego najlepsi przyjaciele to Syriusz Black, James Potter i Peter Pettigrew. Przystojny, wysoki chudzielec o pięknych, miodowych oczach i blond włosach. Huncwot. Jest bardzo inteligentny, mądry i pomocny. Ma lekko zachwianą samoocenę. Ma ksywkę Lunatyk, ze względu na swój, jak to określają jego przyjaciele, "mały, futerkowy problem". 







PETER PETTIGREW

Ojciec zmarł, gdy ten był mały. Ma jedynie matkę - Eleonorę oraz dwóch młodszych braci. Jego najlepsi przyjaciele to James, Lupin i Syriusz. Jest jednym z Huncwotów. Niski, gruby, ma niebieskie, wodniste oczy i rudawe włosy. Jest nieśmiały i strachliwy. Uwielbia jeść. Także uczy się animagii. Jego ksywka to Glizdogon. 






środa, 19 października 2016

Rozdział 1 - Nowy dom




W ogromnym domu przy ulicy Grimmauld Place 12 panowała względna cisza. Było bardzo wcześnie rano, a słońce dopiero wychylało się zza horyzontu. Pierwsze ciepłe promyki wpadły przez okno do jednego z pokoi i delikatnie smagały policzki jedenastoletniego chłopca, który jeszcze smacznie spał, ciasno owinięty kołdrą. Słońce wznosiło się coraz wyżej, a smugi światła zalewały już cały pokój dziecka, a szczególnie upodobały sobie jego zamknięte oczy . Niezadowolony z takiego obrotu sprawy zmarszczył brwi i otworzył swoje duże, szare oczy. Już miał się odwrócić na drugi bok i znów udać się do pięknej krainy Morfeusza, kiedy uświadomił sobie, jaki dziś dzień. Właśnie dziś, za kilka godzin, opuści swój znienawidzony dom i pojedzie do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Do wymarzonego Hogwartu. Mały czarodziej przez całe swoje krótkie, jedenastoletnie życie czekał na ten dzień. Zaśmiał się głośno i wyskoczył z łóżka. Pobiegł do łazienki i szybko się ubrał. Z hukiem otworzył drzwi i szczerząc zęby otworzył ogromny kufer. Wrzucił do niego wszystkie ubrania, jakie miał w szafie, dołożył do tego książki, różdżkę, kociołek i masę innych rzeczy potrzebnych do nauki magii. Na samym wierzchu upchał szatę i z niemałym wysiłkiem zamknął bagaż. Przygotował również klatkę swojej sowy - Elvisa. (Nazwał ją tak, aby zrobić na złość matce i ojcu, ponieważ Elvis Presley to bardzo sławny, mugolski muzyk.) Rozejrzał się po pokoju, aby upewnić się, że wszystko spakował. Zadowolony z siebie spojrzał na zegarek. Była dopiero szósta rano, a pociąg do Hogwartu odjeżdża o dziesiątej. Zostało mu jeszcze parę godzin, ale nie przejmował się tym. Z uśmiechem zbiegł po schodach i wbiegł do kuchni, gdzie już czekał na niego skrzat domowy - Stworek. Stworzenie ukłoniło się chłopakowi:
- Co panicz życzy sobie na śniadanie? - zapytał z ogromną niechęcią.
- Naleśniki z czekoladą i kakao! - rzucił i usiadł przy stole.
Stworek podreptał po posiłek mamrocząc pod nosem.
W pomieszczeniu nie było jeszcze nikogo, co niezmiernie cieszyło Syriusza. Nie cierpiał swojej rodziny. "Szlachetny ród Blacków", czyli czarodzieje mający bzika na punkcie czystości krwi. Jego rodzice od najmłodszych lat wpajali mu nienawiść do mugoli, szlam i zdrajców krwi. On jednak był na to odporny. Nie słuchał głupiego gadania matki i nakazów ojca. Uważał, że wszyscy ludzie są równi i zasługują na szacunek, a to jaką kto ma krew nie ma najmniejszego znaczenia. Dlatego odkąd pamięta robił na złość rodzicom. Młody Black kiedy tylko mógł zadawał się z mugolami lub kupował przeróżne rzeczy w mugolskich sklepach i znosił je do domu. Zawsze za to obrywał. Najpierw dostawał szlabany, ale później ojciec zaczął stosować także kary cielesne. Zaklęcia lub twarda, ojcowska ręka. Zależy jak bardzo narozrabiał. Syriusz jednak się tym nie przejmował i nadal robił swoje. Wkurzanie Oriona i Walburgi było dla niego najlepszą rozrywką.
W całej jego czystokrwistej rodzinie nikt go nie rozumiał. Wszyscy go wyzywali i traktowali jak śmiecia. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest porównywanie go do jego młodszego brata - Regulusa, czyli idealnego synka rodziców. Regulus zawsze robił co mu kazano. Nigdy nie sprzeciwiał się woli matki lub ojca, którzy stawiali mu starszego brata jako przykład najgorszej szumowiny i zdrajcy. Bracia się więc nienawidzili.
Właśnie dlatego chłopiec cieszył się, że opuszcza dom.  Po chwili przed jego nosem stał talerz pełen pysznych naleśników.
Kiedy kończył jeść w kuchni pojawili się państwo Black. Syriusz nawet się z nimi nie przywitał. Matka spojrzała na niego krytycznym wzrokiem.
- Czy ty chociaż raz możesz nie przynosić nam wstydu, chłopcze? - zapytała chłodno.
- O co Ci znowu chodzi mamo? - zapytał zdziwiony.
- Jak ty wyglądasz? Mógłbyś się chociaż normalnie ubrać i poczesać w końcu te włosy. Najlepiej jakbyś je ściął. Dlaczego nie możesz być taki jak twój młodszy brat? - wyrzuciła z siebie.
Jej pierworodny syn ubrał się w zwykłe dżinsy i koszulkę z, oczywiście, mugolskim zespołem. Walburdze od zawsze przeszkadzała fryzura jej syna. Chłopka miał sięgające do ramion, ciemne włosy, które zazwyczaj były lekko nieogarnięte. Raz za pomocą zaklęcia obcięła mu je na krótko, ale spryciarz wypił wtedy jakiś  eliksir i za kilka godzin miał z powrotem swój artystyczny nieład na głowie.
- Zrozum w końcu, że ja nigdy nie będę, jak ten robal, Regulus! - wrzasnął poirytowany.
- Nie tym tonem, gówniarzu! - ryknął Orion.
Młody czarodziej zacisnął zęby i próbował się uspokoić. Na szczęście mu się udało. 
- A teraz uważnie mnie posłuchaj. - kontynuował pan Black - Za chwilę pojedziesz do Hogwartu. Jak wiesz cały ród Blacków od zawsze był w Slytherinie. To rodzinna tradycja i ostatnia deska ratunku dla ciebie. Może tam nauczysz się szacunku i pokory oraz tego, że czystość krwi jest bardzo ważna. Jeśli spróbujesz złamać tę tradycję, to gorzko tego pożałujesz. Zrozumiałeś? - zapytał ostro.
Syriusz jednak nic nie odpowiedział. Pokiwał niepewnie głową. Bał się. Naprawdę się bał.         Nie chciał iść do Slytherinu, ale rodzice go zabiją jeśli trafi gdzie indziej. Wiele razy mu powtarzali, że go wydziedziczą, a on przecież nie ma gdzie się podziać.
Jego entuzjazm lekko przygasł. Szurając nogami poszedł na górę, do swojego pokoju.
Spakował jeszcze trochę pieniędzy i upewnił się, że ma wszystko. Zabrał walizkę i zbiegł na dół, robiąc przy tym mnóstwo hałasu. Matka spojrzała na niego morderczym wzrokiem. 
Szarooki spojrzał na młodszego brata. Był ubrany w piękne, czarodziejskie szaty i miał perfekcyjnie ułożone włosy. Syriusz przewrócił oczami i pokręcił głową. Nie rozumiał Regulusa. Przecież kiedy byli mali świetnie się dogadywali. Zawsze razem psocili i bawili się. Black nie chciał się do tego przyznać, ale strasznie za tym tęsknił.
 W końcu głos Oriona wyrwał go z zamyślenia.
- Pospiesz się, Syriuszu. - warknął. 
Pierworodny złapał go pod ramię i z charakterystycznym pyknięciem teleportowali się na peron 9 i 3/4. 
Jedenastolatek rozglądał się szczerząc zęby. Młodzi czarodzieje biegali po całym peronie, ciągając ze sobą kufry, a rodzice starali się nie zgubić swoich pociech. 
Walburga podeszła do jakichś znajomych. Orion z uśmiechem powitał się z białowłosym mężczyzną. "No tak. - pomyślał Black - Malfoyowie". Regulus rozmawiał właśnie z Lucjuszem. Ich synem. Kolejny przygłup, którego Syriusz nie znosił. Przyszły Ślizgon popatrzył na niego z pogardą. Czarodziej ruszył przed siebie. Rodzice i tak nie zwracali na niego uwagi. Wcisnął się do pociągu i znalazł wolny przedział. Umieścił bagaże i zmęczony rozwalił się na miękkim siedzeniu. Nie dane mu było jednak odpocząć, bo po chwili drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka zajrzał jakiś chłopak w okularach. Miał czarne, okropnie rozczochrane włosy i wesołe, orzechowe oczy.
- Można się dosiąść? - zapytał z uśmiechem.
- Jasne. - odparł zadowolony Black. Cieszył się, ze w końcu pozna kogoś nowego. 
Rozczochraniec ulokował swoje bagaże i usiadł na przeciwko.
- Tak w ogóle, to  mam na imię James. James Potter. - powiedział i wyciągnął rękę.
- Ja jestem Syriusz Black. - odparł i uścisnął dłoń nowego kolegi.
W przedziale panowała przez chwilę niezręczna cisza. Pociąg ruszył i wtedy do przedziału wparował jeszcze jedne chłopak. Był wysoki i chudy. Miał blond włosy i miodowe oczy. Uśmiechnął się ciepło.
- Wolne? - zapytał. 
Syriusz skinął głową. 
- Jestem Remus Lupin. - rzucił chudzielec. Chłopaki także się przestawili.
- Do jakiego domu chcecie trafić? - zapytał James - Ja do Gryffindoru. - odparł dumnie.
- Ja chyba też. W sumie mogę wszędzie, byle nie do Slytherinu. - powiedział Remus.
- Masz rację. Jakbym się tam dostał, to chyba bym się zabił. Ślizgoni to zarozumiałe dupki, tata mi tak mówił. - dodał - A Ty? - zapytał Potter, patrząc na Syriusza.
Ten nie wiedział jednak co powiedzieć. Tak bardzo się cieszył, że poznał nowych ludzi. Liczył nawet na przyjaźń z nimi, bo wydawali się na prawdę świetni. Niestety, chłopak wiedział, że nic z tego nie będzie. Przecież to proste. Jest ze "szlachetnego rodu Balcków", gdzie indziej może trafić, jak nie do domu węża.
- Szczerze, to nie wiem. Jest mi to chyba obojętne. - odparł.
Chłopcy spojrzeli na niego zdziwieni, ale nie skomentowali tego.
 Przez resztę drogi cała trójka śmiała się i żartowała. Polubili się. Nawet bardzo. Po długiej podróży, kiedy brzuchu ich bolały od nadmiaru słodyczy i śmiechu, w końcu byli na miejscu. Przebrali się w szaty i zadowoleni wybiegli z pociągu. Ukazał im się ogromny zamek.
- WOW!! - krzyknęli we trójkę.
- Pirszoroczni za mną! - ryknął jakiś głos tuż nad ich głowami. Obejrzeli się, a za nimi stał olbrzym z długą brodą. Był co najmniej dwa razy większy od przeciętnego człowieka.
- To jest pewnie Hagrid.- rzucił szarooki - Rodzice mi o nim opowiadali. Jest tutaj gajowym. - dodał. 
Hagrid kazim wsiąść do łódek, które miały dowieść ich do Hogwartu. Trójka nowych przyjaciół usiadła razem. Dosiedli się do nich jeszcze dwaj inni chłopcy, z którymi także się zapoznali. Jeden z nich był niski i gruby. Nazywał się Peter. Drugi to Frank. Nie gadali ze sobą długo, bo po chwili znaleźli się na drugim brzegu. Tam przejęła ich wysoka, ładna kobieta. Miała na głowie ciasnego koka.
- Witajcie w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Mam na imię Minerva McGonagall i będę waszą nauczycielką od Transmutacji. - powiedziała - Za chwilę odbędzie się ceremonia przydziału. Zapraszam do środka.

Chmara pierwszorocznych ruszyła za nią. Wszyscy byli lekko przerażeni. 
Drzwi Wielkiej Sali się otworzyły, a im ukazo się ogromne pomieszczenie. Nad nimi znajdował się magiczny sufit. Ci. którzy czytali Historię Hogwartu, bądź dowiedzieli się tego z innego źródła, wiedzieli, ze jest zaczarowany, aby wyglądał jak prawdziwe niebo. 
Uczniowie ze starszych roczników patrzyli na nich i uśmiechali się pokrzepiająco. Dzieciaki przeszli przez całą salę i stanęli przed lekkim podwyższeniem. McGonagall wyczarowała mały stołek na trzech nogach a na nim wylądowała stara czapka, która zaczęła śpiewać. Piosenka była dość długa, ale każdy słuchał jej w skupieniu. Kiedy Tira w końcu skończyła odezwała się ponownie profesorka w ciasnym koku.
- Teraz będę po kolei wyczytywać Wasze nazwiska, a Wy będziecie podchodzić do mnie. - powiedziała donośnym głosem. Pierwsza była jakaś przerażona dziewczyna, której imienia nikt nie zapamiętał. Trafiła do Huffelpuffu. Później nie kto inny, jak Syriusz Black. Chłopak podszedł na trzęsących się nogach  i usiana stołku. Był blady jak ściana, a w gardle stanęła mu wielka gula. Tiara nie odzywała się przez długi czas. Jednak po chwili krzyknęła.
- Slyt....GRYFFINDOR!!! 
Przy stole mieszkańców domu lwa rozległy się wiwaty i oklaski. Syriusz zszedł ze stołka i powoli ruszył do stołu. Był totalnie przerażony. "Rodzice mnie zabiją. Rzucą na mnie Avadę Kedavrę. Oczywiście przedtem będą mnie długo torturować." - takie myśl kżyły po głowie szarookiego. 
 Po chwili jednak się uśmiechną. Może nie będzie tak źle. W końcu nie chciał trafić do Ślizgonów. A co najważniejsze nie straci nowych przyjaciół. Świeżo upieczony Gryfon usiał przy stole. Po chwili dołączyli do niego James i Remus. To był początek pięknej przyjaźni. Szczęśliwy Syriusz w końcu poczuł się jak w domu. Tak. Hogwart był jego prawdziwy domem.  




...........................................................................
Witam serdecznie na moim drugim blogu. Jak można zauważyć będzie on o Huncwotach.
Ostatnio sprzątałam w szufladzie i znalazłam ten rozdział. Napisałam go kiedyś w szkole, jak mi sie nudziło. Nie planowałam raczej go nigdzie publikować i schowałam je głęboko. Jednak teraz stwierdziłam, że czemu nie? Kocham Huncwotów i blogi o nich, więc może i ja spróbuję. Mam nadzieję, że się komuś spodoba. W kolejnym rozdziale przeniesiemy się kilka lat do przodu, bo wydaje mi się, ze tak będzie ciekawiej. Czekam na Wasze opinie w komentarzach.
Zapraszam oczywiście na mojego drugiego bloga      http://onieznosnejpanniepotter.blogspot.com/         

Pozdrawiam :*        

CZYTASZ=KOMENTUJESZ